Sycylia to jedna z najbardziej kompletnych destynacji turystycznych w Europie - wyspa, która łączy spektakularną przyrodę, warstwy historii i bardzo silną tożsamość kulturową. Jej największą zaletą jest różnorodność: w krótkim czasie można tu przejść od starożytnych ruin, przez barokowe miasta, po surowe krajobrazy wulkaniczne i rajskie plaże.
Sycylia była skrzyżowaniem cywilizacji: Greków, Rzymian, Arabów, Normanów i Hiszpanów. Dla turysty oznacza to: jedne z najlepiej zachowanych świątyń greckich w Europie (Taormina, Segesta, Selinunt), unikatową architekturę arabsko-normańską w Palermo i Syrakuzy (UNESCO), barokowe miasta wschodniej Sycylii (Katania, Ragusa, Taormina), odbudowane po trzęsieniu ziemi w XVII w.
To wyspa, na której historia nie jest muzealna – ona wciąż żyje w przestrzeni miast.
Ciepły klimat śródziemnomorski sprawia, że sezon turystyczny jest tu długi. Wiosna i jesień są idealne do zwiedzania i pieszych wędrówek, a lato – choć gorące – doskonale nadaje się do wypoczynku nad morzem. To duży atut w porównaniu z bardziej sezonowymi regionami Europy.
Odkryj najlepsze loty do Włoch. Zobacz aktualne ceny i promocje.
Sprawdź loty do Włoch
Południe Włoch – złudne analogie
Mając w pamięci doświadczenia z ruchem ulicznym w Neapolu, przed wizytą na Sycylii przestawiłem się mentalnie w tryb podwyższonej czujności. Zmysły wyostrzone, kark napięty, gotowość do uskoku w każdą stronę.
Wizja tego, że ktoś mnie potrąci na przejściu dla pieszych przy zielonym świetle, a potem jeszcze wysiądzie i op…li za to, że śmiałem korzystać z pierwszeństwa, nie wzięła się znikąd. W końcu to południe Włoch. A Kampania i Sycylia mają ze sobą wiele wspólnego:
- Sąsiadują przez Morze Tyrreńskie.
- Żyją w cieniu wulkanów.
- Są potomkami zlatynizowanych Greków z Magna Graecia — co odcisnęło piętno nie tylko na dialekcie, lecz także na mentalności.
- Mają silnie zakorzenioną w tradycji instytucję mafii.
Logiczne, prawda?
Możecie więc wyobrazić sobie moje zdumienie, gdy stojąc z wyostrzonymi zmysłami przy krawężniku, zobaczyłem kierowcę, który spokojnie się zatrzymał i uprzejmym gestem zaprosił mnie do przejścia — mimo że nie było tam nawet pasów.
Rzecz wydarzyła się w Syrakuzach. Ale nawet w bardziej zatłoczonej i „niecierpliwej” Katanii nie doświadczyłem tego psychotyczno-agresywnego rozedrgania, charakterystycznego dla stolicy Kampanii, gdzie kierowcy zdają się mylić ruch uliczny z wyścigami rydwanów w Koloseum.
Zużycie błotników? Równie zwyczajne jak w Paryżu, Madrycie czy Mediolanie.
Czasem więc geografia, historia i stereotypy budują w głowie gotowy scenariusz. A potem wystarczy jeden uprzejmy kierowca, by cała ta konstrukcja rozsypała się szybciej niż tynk na sycylijskim balkonie.





